Dyskoteka

Pismo Święte stawia sprawę naszej zależności od Boga wystarczająco jasno. Wobec Niego nie mamy żad­nych własnych spraw. On winien być bezspornym Pa­nem naszego życia. W moim życiu było niestety ina­czej. Usiłowałam wykonywać służbę dla swoich panów i sądziłam, że uda mi się to pogodzić. Ale aby o tym dokładnie powiedzieć muszę zacząć od samego początku.

Wychowałam się w rodzinie ewangelickiej. Jako dziecko zostałam ochrzczona. Rodzice otaczali mnie miłością, posyłali na szkółkę niedzielną, potem zabie­rali ze sobą na nabożeństwa. Nauka religii i konfir­macja przybliżyły mi sprawy wiary. Chętnie chodzi­łam do kościoła, ale szybko zorientowałam się, że mi czegoś brakuje. Bóg był dla mnie daleki, nieosiągal­ny, wciąż dręczyły mnie pytania o sens mojego życia. Od starszych słyszałam często, że jedyny sens życia jest w Bogu, ale dla mnie była to tylko trudna filo­zofia, w której widziałam słabość własnej wiary. Czu­łam pragnienie pokonania tego muru niezrozumie­nia, który stanął na drodze mojego życia. Początkowy wielki zapał, by dochodzić prawdy i sensu życia ? wkrótce zaczął stygnąć i przestałam szukać Boga. Ale poczucie własnej grzeszności wciąż mnie niepokoiło, choć starałam się uspokoić sumienie, myśląc: ?Prze­cież każdy człowiek grzeszy, więc i mnie Pan Bóg przebaczy?.

Wolny czas zaczęłam wykorzystywać na własne przyjemności. Zaczęłam chodzić do dyskoteki. Mu­zyczne seanse dostarczały mi powierzchownej ra­dości, ale wewnątrz byłam jakaś pusta i pytanie: ?Po co żyję?? ? nawet tam brzmiało mi w uszach. Usi­łowałam uciec od tych wszystkich pytań, zaś pustkę w sercu wypełnić przyjemnościami. Po pewnym cza­sie zorientowałam się, że mnie to wciąga. Dyskoteki stały się po prostu potrzebne dla mego życia. Przez dwa lata dwa razy w tygodniu udawałam się na te muzyczne imprezy. Ciągle obiecywałam sobie, że to już ostatni raz, przyrzekałam, zwłaszcza siedząc w ław­ce na porannym nabożeństwie, że byłam tam już os­tatni raz. Wieczorem zwyciężała pokusa i ulegałam. Jednocześnie mając wyrzuty sumienia i niepokój w ser­cu. Moim ?usprawiedliwieniem? była moja przyja­ciółka, która chodziła ze mną na dyskoteki. Ponieważ zawsze uważałam, że ona postępuje lepiej więc towarzyszenie jej ?rozgrzeszało? mnie.

Najgorzej było, gdy wracałam w nocy do domu. Ro­dzice już spali, wchodziłam do swojego pokoju i czu­łam się strasznie samotna, bo nie było wtedy nikogo, kto by mi pomógł. Nad moim łóżkiem wisiał obraz mo­dlącego się Jezusa. Nie mogłam nawet spojrzeć w tam­tą stronę, czułam się bardzo winna wobec Boga, ale pokusa zawsze mnie zwyciężała.

I wtedy jeszcze raz mogłam doświadczyć ogromu miłości Bożej. Zawsze czytałam Słowo Boże, ale czy­niłam to bez modlitwy i nie mogłam wówczas znaleźć prawdziwej drogi do Jezusa. Nie było nikogo, kto by mi w tym dopomógł. Moje uczucie strasznej pustki i osamotnienia pogłębiła śmierć mojej matki. Wtedy coś we mnie się przełamało. Stwierdziłam, że dalej tak nie mogę żyć. Dostałam wówczas urlop, w czasie którego odwiedziłam moją ciocię. To właśnie ona za­prosiła mnie na Dni Upamiętania Błękitnego Krzyża do Skoczowa. Usłyszałam Słowo Boże i świadectwa ludzi, którzy oddali swoje życie Chrystusowi. Zro­zumiałam, że tylko Jezus może dać mi nowe życie, ale od oddania Mu serca powstrzymywała mnie jakaś obawa. Wróciłam do domu i tu stoczyłam już praw­dziwą walkę duchową. Ale chwała Bogu, że Duch Święty był silniejszy i darował mi z łaski zwycięstwo. Wyznałam Jezusowi wszystkie grzechy, stałam się Jego własnością.

Jezus powiedział: ?Kto nie jest ze mną jest prze­ciwko mnie. (?) Bądź zimny albo gorący, letniego wypluję z ust swoich?. Zastanów się, czy i ty nie jes­teś letnim? Czy nie służysz przypadkiem dwom panom, choć czujesz, że oszukujesz jednego z nich? Bóg żąda decyzji i postawy jednoznacznej. Jeżeli pragniesz żyć wiecznie i żyć nowym życiem, to po­wierz się Panu Jezusowi. Wyznaj Mu swoje grzechy, a On zgodnie ze swoją obietnicą ?odpuści ci grzechy i oczyści od wszelkiej nieprawości?. Powierz swoje życie Jezusowi bez względu na skutki. Odtąd nie będziesz już sam, ale Pan będzie zawsze z tobą. Mnie opuściły koleżanki i jedyna przyjaciółka, ale Pan dał mi wielką duchową rodzinę. Teraz już wiem, po co żyję i dla kogo. Rozumiem również słowa, że ?ten, kto się tylko raz narodził, musi dwa razy umrzeć, ale kto się dwa razy narodził, tylko raz umiera?. I za ten wspaniały dar chcę wielbić mojego Zbawiciela sercem, ustami, i całym moim życiem.

Renata

?Nikt nie może dwom panom służyć, gdyż albo jednego nienawidzieć będzie, a drugiego miło­wać, albo jednego trzymać się będzie, a drugim pogardzi, nie możecie Bogu stużyć i mamo­nie? (Ew. Mat. 6,24).

Dodaj komentarz