Spotkał Jezusa w więzieniu

?Nie ma cudów“, powtarzają często ludzie przy różnych okazjach. W ten sposób chcą powiedzieć, że człowiek może osiągnąć coś w swoim życiu tylko własnym wysiłkiem. Życie wielokrotnie wykazało, że człowiek liczący tylko na siebie może stoczyć się bardzo nisko. Niekiedy największe wysiłki i starania nic nie pomagają, własnymi siłami człowiek nie jest w stanie wydostać się z sideł, w które dał się wplątać. Jedynie Chrystus może zmienić życie, dać moc do wytrwania w dobrych dążeniach. O takim cudzie wyzwolenia z kajdan nałogu pijaństwa opowiada w swoim świadectwie T.B.

? Mój ojciec z zawodu był kowalem, ale prowadził knajpę, sam też lubił wypić. Ja zacząłem pić bardzo wcześnie. Jako dziecko czteroletnie, wdrapywałem się na stół i jednym tchem wypijałem resztki alkoholu pozostawione przez konsumentów. Mając czternaście lat upiłem się tak, że nieprzytomny upadłem, skaleczyłem się i zala­łem krwią. Nie wiem jak by się to skończyło, gdyby wtedy nie zaopiekował się mną jakiś człowiek, który mnie znalazł. Pijaństwo stało się moim nałogiem, którego nie mogłem zwalczyć. Przez jakiś czas pra­cowałem w rozlewni wina, tam kradłem butelki z wi­nem i upijałem się do utraty przytomności. W końcu stałem się niewolnikiem tej strasznej szatańskiej mocy. Z pijaństwem złączyły się inne sprawy i tak staczałem się coraz niżej. W osiemnastym roku życia miałem już do czynienia z wymiarem sprawiedli­wości, przesiedziałem wiele miesięcy w więzieniu za kradzież. Po wyjściu na wolność udałem się zaraz do karczmy, gdzie znowu się upiłem. Miałem dwadzieścia pięć lat, radość i uśmiech znikły zupełnie z mojej twarzy, w mej biednej duszy zapanowało uczucie apatii. Straciłem zupełnie chęć do życia. Znalazłem się znowu w więzieniu za kradzież. Przedstawiałem wtedy obraz ruiny moralnej. Czułem się zupełnie nie­potrzebny, zapomniany przez wszystkich. W tej kry­tycznej chwili żnalazł mnie Chrystus i dopomógł mi wydostać się z niedoli. W więzieniu odczuwałem stale głód. Ten przymusowy post wyszedł mi na dobre. Pan Jezus bowiem powiedział: ?Ale ten rodzaj nie wycho­dzi inaczej, jak tylko przez modlitwę i post“ (Ew. Mat. 17,21).

Gdy cierpiałem głód fizyczny, mój duch coraz bardziej tęsknił do Boga. Nowe siły i pokrzepienie czerpałem z Biblii, która stała się moją nieodłączną lekturą. Któregoś dnia za trzy paczki tytoniu nabyłem trzy książki o bardzo dobrej treści religijnej. Działanie Ducha Świętego dokonało przemiany mego życia, sta­łem się naprawdę nowym człowiekiem. To wcale nie oznacza, że od tej chwili potoczyło się wszystko zu­pełnie gładko i nie obeszło się bez przykrych i boles­nych przeżyć. Początkowo zaczęto mnie podejrzewać, że gram komedię i chcę szybciej wydostać się z więzienia. W przykry sposób odczułem brak zaufania, z któ­rym się spotykałem. Bóg objawiony w Jezusie Chrys­tusie dodawał mi sił i pomagał kroczyć nową drogą, którą mi wyznaczył.

Pewnego dnia zostałem przewieziony do innego więzienia, gdzie czekała na mnie ciężka walka i nowe przykre przeżycia. Starałem się o zwolnienie, przed­łożyłem potrzebne dokumenty, z których jasno wyni­kało, że okres odbywania kary dawno minął, ale nie zostałem zwolniony. Zaczęły nawiedzać mnie ponure myśli, szatan atakował: gdzie jest twój Bóg? Gdzie jest Jego miłość? Twoi przyjaciele, którzy Mu ufali są już na wolności, a ty jesteś nadal w więzieniu. W ser­ce wstąpił niepokój. Szatan próbował zniechęcić mnie do modlitwy i wszczepić w me serce zwątpienie. Tylko Bogu zawdzięczam to, że zdołałem się oprzeć pokusie.

Po pewnym czasie przeniesiono mnie znowu do innego więzienia, gdzie początkowo również musia­łem toczyć ciężki bój. Bóg dodawał mi siły, błogosławił, pomagał. Wielu więźniów pracowało na zewnątrz pod ścisłym nadzorem. Najbardziej zaufany miał prawo jeździć bez ochrony do miasta po drobne zakupy. Nie wiem jak to się stało, że mnie to powie­rzono. Nie możecie sobie wyobrazić, w jakim nas­troju jeździłem rowerem do miasta, odwiedzałem sklepy. Wesoły, szczęśliwy wracałem z powrotem do więzienia.

Pewnego dnia przybył do mnie oficer Armii Zba­wienia i zainteresował się moją sprawą. Dzięki jego interwencji zostałem wreszcie zwolniony. Spędziłem w różnych więzieniach jedenaście lat. Nie żałuję tego, co musiałem znieść, gdyż w ten sposób spotkałem się z Jezusem. Po wyjściu z więzienia znalazłem się w no­wym środowisku, wśród ludzi pracy. Dotąd prawie nigdy nie pracowałem, najlepsze lata spędziłem w wię­zieniu. Pracowałem więc teraz z największą radością. Chiystus dokonał prawdziwego cudu, z leniucha sta­łem się dobrym pracownikiem, z pijaka – abstynen­tem, z awanturnika i oszusta – uczciwym, sumien­nym człowiekiem. To, czego nie mogli dokonać moi biedni rodzice, dokonał Chrystus. Wiem, że nie ma grzechu, od którego On nie mógłby uwolnić, winy, której nie mógłby zmazać, nie tylko dlatego, że Biblia tak mówi, ale że sam osobiście przekonałem się o tym.

Wielkim szczęściem jest mieć czyste serce. To wszyst­ko, co teraz posiadam zawdzięczam jedynie Chrys­tusowi, który zlitował się nade mną. Przeszedłem naprawdę dziwne koleje życia, za co dzisiaj Bogu gorąco dziękuję. Nie narzekam na swój los, gdyż w mo­ich przeżyciach spotkałem się z Chiystusem i zwią­załem z Nim. W Nim znalazłem pokój, którego świat dać nie może. Ludzie, którzy sami tego nie przeżyli, nie mogą też pojąć, co dzieje się w duszy wierzącego. Przemiany zachodzące w świecie duchowym są wynikiem działania Ducha Świętego. Pismo Święte mó­wi: ?Człowiek cielesny nie może pojąć tego, co pocho­dzi od Ducha“.

Swoje świadectwo pragnę skierować przede wszystkim do tych, którzy czują się zagubieni, stra­cili energię, chęć do życia, nie mają spokoju wewnętrznego ani nadziei. Z własnego doświadczenia radzę im, aby zwrócili się do Jezusa, dopóki nie jest za późno. On jest jedyną nadzieją ratunku i zba­wienia.?

To świadectwo jest wymownym dowodem, że Chrystus ciągle dokonuje cudów. ?Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam i na wieki“ (Hebr. 13,8).

Dodaj komentarz